05.07.2010, 10:47
A2 rząd 12 - dźwięk idealny, lekko tylko słyszalny pogłos jak się mocno wsłuchałem. Widok na scenę idealny. Ja osobiście nie mogę złego słowa powiedzieć o nagłośnieniu z mojej perspektywy.
|
Po Koncercie We Wrocławiu - Wrażenia
|
|
05.07.2010, 10:47
A2 rząd 12 - dźwięk idealny, lekko tylko słyszalny pogłos jak się mocno wsłuchałem. Widok na scenę idealny. Ja osobiście nie mogę złego słowa powiedzieć o nagłośnieniu z mojej perspektywy.
05.07.2010, 12:00
Przesłuchałem nagrania (dzięki, kuba1313!). Dźwięk pozostawia trochę do życzenia; wokal jakby schowany, publiczność ściszona. Ale słychać mój okrzyk po SOS...
![]() ![]()
A1 rząd 6 (zaraz obok mirka) - piękny widok, cudowne odczucia i dość słabe nagłośnienie (niestety czasami wokal "uciekał", z basem były problemy no i perkusja słyszalna tylko ze sceny).
05.07.2010, 12:28
Witajcie Wszyscy!!!! Widzę, ze wszyscy tu o koncercie piszą w kontekście samego występu a ja napiszę trochę inaczej.
Pamiętam parę lat temu byłem na koncercie Marillionu w Polsce i bardzo mi się podobał fan club The Web (chyba tak się nazywają). Autentycznie im zazdrościłem zorganizowania i tej, że tak powiem "wspólnoty". Ale to co widziałem w Hali Ludowej przeszło wszystkie Weby i inne fan cluby. Jestem pewien, że tym razem to na nas ludziska patrzyli z zazdrością i podziwem!!!
05.07.2010, 13:51
Witam
![]() Sektor A4, rząd 7, miejsca 20, 21 - dźwięk doskonały, oprócz basów, które trudno było wyłowić, no i mogło być ciut głośniej. Dzięki lornetce widoczność wspaniała ![]() Ale od początku. Jako wierny słuchacz i fan Trójki, której słucham od kiedy doszedłem do czego służy pokrętło w starym, lampowym jeszcze radiu (nie miało UKFu, ale były fale krótkie), z fenomenem Dire Straits zapoznał mnie Piotr Kaczkowski. Któregoś popołudnia w 1978 roku zapowiedział coś zupełnie nowego i ekscytującego i .... puścił Sultans of Swing. Najpierw zdziwienie, że słyszę coś tak innego od puszczanych wówczas utworów, a potem zachwyt. I tak to się potoczyło. Dire Straits towarzyszył mi przez ogólniak, wspólne słuchanie Making Movies u kolegi, który zdobył gdzieś ten krążek (z drżeniem rąk oglądało się okładkę, i z mrowieniem po plecach słuchało). Płyta ta konkurowała wtedy dla nas jedynie The Wall i Friends of Mr. Cairo. Potem studia i niezapomniany wieczór, znowu dzięki Piotrowi Kaczkowskiemu. 1982, czwartek, Mini-max, godzina 20.00 i my -cała czwórka z pokoju w akademiku, na końcu mola w Sopocie z radiem tranzystorowym. Był cichy, bezwietrzny wieczór. Nie muszę dalej opisywać jak przyjęliśmy Telegraph Road i Private Investigations (Benek, Marek, Mirek - pozdrawiam, gdziekolwiek jesteście). Wątek bardzo osobisty też był - wieczory z Ukochaną przy Tunnel of Love, Romeo and Juliet ... -całuję Izo. Zawsze pragnąłem być na koncercie Dire Straits. Z wiadomych względów było to niemożliwe. Potem straciłem wszelkie nadzieje po rozpadzie grupy. Działalność solowa Marka nie zawsze przypadała mi do gustu, a może po prostu odszedłem trochę od muzyki, inne sprawy zaprzątały moją głowę. Jednak często sięgałem po płyty Dire Straits. Z obawą jechałem na koncert do Wrocławia. Jak zabrzmi tak bliska mi muzyka po tylu latach? Zabrzmiała wspaniale! . Sultans od Swing w tej wersji na głowę bije oryginał z 1978 roku. Przy wszystkich utworach miałem CIARY, takie same jak 30 lat temu. Teraz mam w planie jak najszybciej uzupełnić mój zbiór CD o wszystkie solowe wydawnictwa Marka .P.S. Dziękuję Pablosanowi za miłe 460 km z Gdyni do Wrocławia i Mirkowi za siedem przystanków tramwajowych do Hali Stulecia. Podziwiam Waszą wiedzę, podzielam miłość do muzyki Marka, i teraz już rozumiem dlaczego właśnie tacy jesteście ![]() Pozdrawiamy Adam i Iza
05.07.2010, 14:43
rotos napisał(a):Witam Adam Pieknie napisane, ja Wam też dziekuje za całą drogę i nowe muzyczne odkrycia . Ps. A co dopiero bedzie jak zapuścisz całą Bazyleę'92 na dvd . Oprócz tych oficjalnych solowych wydawnictw Marka-naprawdę godne uwagi jest cała masa bootlegów. Polecam się w tej kwestii. Mark na żywo jest po prostu niesamowity!
A long time ago came a man on a track...
05.07.2010, 15:36
Kurde starzy fani DS sie odzywają to naprawdę wzruszajace opowieści...Pięknie opowiadacie i dzielicie sie wspomnieniami.
Jako że słowo mówione różni się od pisanego to i ode mnie kilka słów wyłącznie zachwytu bo generalnie dla mnie wrocławski koncert Marka Knopflera nie miał słabych punktów. Chłonąłem każdą minutę z drżeniem serca i wolałem nie myśleć że każdy utwór przybliża nas do fianału. Bardzo często podczas audycji pytałem o odbior koncertu. Czy jako całość czy może jakieś konkretne utwory wryły się w pamięć. Przeważala ta pierwsza opcja. Ja jednak wypunktowałem sobie wyróżnające momenty. Border Reiver- kapitalne i porywające otwarcie. Wersja jeszcze lepsza od studyjnej Potem za ciosem What It Is zawsze wspaniałe i na koniec tych osobistych podróży Marka Knopflera Sailing To Philadephia. Dwie niespodzianki piątkowego wieczoru obok siebie Coyote i Prairie Wedding. I znów ten pierwszy dużo ciekawszy niż z TRD. Przede wszystkim bardziej rozbudowany i w końcu głos, wokal Marka usłyszalem jak należy bo pierwsze trzy utwory to jeszcze nie było to. Prairie Wedding- magia Czas na dIRE sTRAITS. Romeo And Juliet w wykonaniu uroczym i romantyczno wzruszającym. Sułtani troszeczke mam wrażenie od niechcenia. To była zupełnie inna wersja. Trochę za leciutka jak dla mnie ale ok. Sułtani zawsze będa mieć swietny aplauz. I tak bylo. Kapitalna wersja Done With Bonaparte i duża w tym zasluga Mike'a McGoldricka który wymiatał na flecie czy dudach niezwykłe partie. To samo John McCusker. Mark ma nosa do świetnych instrumentalistów. Marbletown- porywało jeszcze bardziej niż z poprzedniej trasy. I czy muszę mówić że wersja z plyty wypada blado? Speedway to kiler koncertowy to wiemy wszyscy i miejsca siedzace przy takich kawałkach o takim potencjale rockowym nie pozwalały usiedzieć w jednej pozycji. Tzn. czego innego domgało się ciało i wszystkie emocje. Telegraph Road- mistrzostwo świata. Ale tak zawsze było I w tym miejscu byliśmy pod sceną. Mark może dwa metry od nas. Skupiony i w doskonałej formie. Głos uciekł wiec może dobrze się stało że miejsca były siedzace bo glośniki byly wystawione duzo do przodu wiec tam na pewno nie powinno nas być ![]() Brothers In Arms to utwor mojego życcia wiec prawie sie poplakalem. So Far Away- trochę brakowalo mi wydlużonego intra jak to mialo miejsce bodajże w Kolonii. Tak samo brakowalo mi troche lepiej nagłośninego fletu Michalea McGoldricka w Speedway. Długo czekaliśmy na wielki finał. Ale było warto bo to byla przecudna wersja Piper To The End z niekończacym sie solo gitary. Kurcze wlasnie zdalem sobie sprawe że wypunktowalem caly koncert. Koncert marzenie po którym chce sie wiecej. Thaaaaaaank You Mark ![]() Super bylo sie spotkać w Przekrecie. Dzieki za nocne polakow rozmowy. Wiedzialem że jesteście wspaniali. Maćkowi macsa za przygotowanie miejsca wielkie dzieki. To byl wspanialy niezapomniany wieczór z MK a potem z Wami.
Something's going to happen
To make your whole life better Your whole life better one day
05.07.2010, 16:21
Ponizszy tekst jest mniej lub bardziej udana proba opisania moich przezyc z 2lipca 2010r. Dnia, który z cala pewnością do konca zycia pozostanie w mojej pamieci jako jeden z tych najszczęśliwszych.
Proszę o wybaczenie wszystkich potencjalnych czytelnikow, których do podjecia lektury zniechęciła długość tekstu. Siadajac do pisania nie wiedziałem ile on zajmie. Czulem natomiast ogromna potrzebe podzielenia się ogromna dawka emocji , których miałem okazje doświadczyć w piątek. Emocjami i wzruszeniami, które nadal sa we mnie zywe, które jak miałem okazje przeczytac sa bliskie nam wszystkim. 1 czerwca po wyjsciu z RAH, wracając noca przez Hyde Park do hostelu przy Edgware Road zastanawiałem się czy cos jeszcze piękniejszego może mnie kiedykolwiek w zyciu spotkac (przynajmniej pod względem muzycznym). Raczej nie. Bo niby jakie mialoby to być wydarzenie? W 2005 roku spełniłem swoje największe marzenie z dzieciństwa. W katowickim Spodku po raz pierwszy w zyciu słuchałem na zywo Marka Knopflera (podczas tego wlasnie koncertu dowiedziałem się o istnieniu knopfler.pl, z biegiem lat poznawalem kolejne osoby związane z Forum co jak zawsze podkreślam niezwykle sobie cenie, dlatego jestem podwojnie wdzieczny Bogu i losowi za 06.05.2005 roku). Pozniej 2008 rok i wspanialy koncert na warszawskim Torwarze, dla mnie pierwszy „w barwach knopfler.pl” Niesamowity, muzycznie chyba jeszcze lepszy od katowickiego. Stalem pare pare metrow od samego Knopflera, duzo bliżej niż w Spodku, właściwie czulem jakbym swojego największego idola miał na wyciagniecie reki, mogl Go dotknąć. W tym roku po powrocie z Londynu nie moglem mieć takiego wrazenia. Ostatnie rzedy w RAH nie dawaly szansy przyjrzenia się z bliska zespołowi. Pozwolily jednak na podziwianie tej wspanialej sali koncertowej w pelnej okazałości, obserwowanie i uczestnictwo w narastającej atmosferze zachwytu i podziwu dla muzyki i Mistrza i doznawanie wzruszen i emocji sadze ze na rowni z tymi którzy zajmowali pierwsze rzedy w RAH. Nie byłbym jednak szczery gdybym napisal ze nie zazdrościłem gdzies po cichu tym którzy po Telegraph Road znaleźli się przed sama scena. W czasie mojej już kilkuletniej przygody z koncertami która miala poczatek w 2003 roku miałem tez okazje podziwiac na zywo wiele innych gwiazd, na muzyce których się wychowałem, i których występy z powodzeniem mogę zapisac w pamieci pod haslem: „spelnione marzenia”. Coz zatem wspanialszego mogloby mnie jeszcze dzisiaj spotkac? myślałem rankiem 02.07.2010… Przynajmniej pod względem uczestnictwa w koncertach czuje się spełnionym człowiekiem. Z pewnością będzie wspaniale, ale tego na pewno nie można traktowac w kategoriach zaskoczenia, bo Knopfler zdążył już sadze ze każdego z nas przyzwyczaic do fenomenalnych i perfekcyjnych koncertow. Zatem co innego? Może autograf przed koncertem? Ojjj TAK!!, byloby wspaniale!!, ale z cala pewnością nie ma co robic sobie zbyt duzej nadziei. Do tego MK również zdążył nas przyzwyczaic ![]() Dokladnie o 10:00 wyruszylem samochodem w podroz do Wroclawia (ukochanego Wroclawia, z którym wiaze wiele wspaniałych wspomnien i emocji z ostatnich 7 lat zycia, Wroclawia który zawsze był i nadal jest dla mnie bardzo życzliwy, Wroclawia którego mieszkancom zawdzięczam tak wiele). Tropikalny wrecz upal wymęczył mnie okrutnie podczas podróży. Do mieszkania serdecznego znajomego na Nowym Dworze dojechałem w stanie „skrajnego wyczerpania”. Jednak świadomość tego co ma mnie spotkac już za kilka godzin dodawala sil do dalszego dzialania. Jeszcze bilet z automatu za 8zl (gratulacje dla Wroclawia za wprowadzenie biletow 24 godzinnych!!) i można ruszac w podroz pod Hale Stulecia. Autobus 122, Plac Dominikanski, tramwaj 9 i wysiadam 300m od miejsca pracy Macka. Miejsca, w którym rok temu przezywalem wspaniale chwile związane z kameralnym, jesiennym zlotem knopfler.pl. Koniecznie musialem, chociaż na chwile zajrzec i podkręcić jeszcze bardziej emocje przed koncertem w rozmowie z MACSA, człowiekiem któremu szczególnie duzo zawdzięczam w kwestii mojego uczestnictwa w zyciu Forum oraz zyciu pozaforumowym, które często bywa tzw. Szara rzeczywistością. Zostaje poczęstowany kilkoma bezcennymi przy niemiłosiernym upale kubkami zimnej wody. Cieszymy się wspolnie, ze to już dzisiaj, już za chwile… Otrzymuje od Macka szczere zyczenia powodzenia przy zdobywaniu autografu i ruszam w 15 minutowy spacer pod Hale Stulecia. Po drodze dzwonie do Igora. Tak, jest 15:30 i on tez wspolnie z Filipem i Wojtkiem za 15 minut będzie pod HS. Okazuje się ze docieram pare minut przed chłopakami. Upal tak daje w kosc, ze stojac pod iglica mam wrazenie ze jeśli nie dojda do 10 minut to zaczne się powoli topic… Dzieki Bogu po chwili zza budynku wychodza 3 postacie w znajomo wyglądających koszulkach. To jak? Ruszamy na tyly HS znaleźć to miejsce w którym MK z zespolem będą wchodzili do srodka. Nie okazuje się to wcale takie trudne. Filip z wielkim entuzjazmem zagaduje panow ubranych w czy to zolte czy tez czarne koszulki z napisem „crew”, ci jednak nie sa zbyt elokwentni. Za to informacja, ze za niedlugo będziemy musieli opuścić ten kawalek terenu za hala wystarcza nam do potwierdzenia przypuszczen, ze to wlasnie tutaj już za klikadziesiat minut podjada 3 mercedesy. Przy bramie wjazdowej znajdujemy kawalek cienia pod drzewem i rozpoczynamy oczekiwanie. Nie sadzilem jeszcze wtedy ze potrwa ono az 2h. Pod wgzledem przewidywanego czasu przejazdu przez Wroclaw z lotniska pod HS bezkonkurencyjny okazal się Igor, który od razu stwierdzil: „2h im to zajmie zanim tu dojada”. Duzo wczesniej w to samo miejsce co my docieraja Waldek „Jambojet” Jambore i Pablosan. Czas oczekiwania umilaja nam rozmowy na dwa przewodnie tematy: „muzyka i pilka nozna”. Zabawne jak podjeżdżające pod brame samochody zatrzymuja się przy nas a kierowcy widzac nas ubranych w jednakowe czerwone koszulki pytaja o rozne rzeczy i prosza o pozwolenie na wjazd Po może ok. 0,5h dociera Grzegorz i dolacza do naszej grupy oczekujących na autograf i łudzących się, ze może jednak się uda… Jak się to skończyło większość z Was zapewne miala okazje się już dowiedziec. Nasza czujność zostala odrobine uspiona. Zza zakretu wyjeżdżają 3 mercedesy. Srebrny i dwa czarne. Rzucilismy się starając stanac możliwie blisko, nie blokując jednoczesnie trasy przejazdu. Cala historia okazala się krótsza niż czas potrzebny na przeczytanie tego zdania. 3 mercedesy przemknęły tak pewnie, ze miałem wrazenie ze nawet gdybym postaral sie stanac na srodku drogi, to bardziej prawdopodobne jest to ze wkomponowałbym się w znak gwiazdy na masce pierwszego auta, niż to ze mialbym podpisana przez Knopflera okładkę plyty Brothers In Arms. Coz, rozczarowanie, zal ze jednak nikt nie podszedł do nas oczekujących jeszcze chwile przed brama? Nie wiem jak najtrafniej okreslic uczucia, które nam wtedy towarzyszyly. Wiem tylko jedno. To ze się uda ja przynajmniej klasyfikowałem w kategoriach cudu. Cudu, na który wbrew temu co mówiła kiedys chyba jedna z reklam telewizyjnych, gdzies gleboko w sercu bardzo liczyłem ze jednak się wydarzy. Nie pozostalo nam nic innego jak odwiedzic kawiarnie w oczekiwaniu na otwarcie bram. Tam spotykam człowieka w forumowej czerwonej koszulce. Okazuje się nim sympatyczny Robert, który poki co biernie uczestniczy w zyciu Forum („tylko was czytam” . Koszulka był jednak na tyle zauroczony ze tez postanowil się w taka wyposażyć i z radością wysłuchał skroconej wersji opowieści o wyjezdzie do Londynu. Po wyjsciu z kawiarni dostrzegam BET`a z Wybranka oraz Tata jak się nie myle Nie moglem się powstrzymac przed rzuceniem radosnego: „How are you BET?”, co już chyba zaczyna powoli wpisywac się w tradycje naszych powitan od czasu wspolnego wyjazdu do Londynu. Znajomych twarzy zaczyna się pojawiac coraz wiecej. Atmosfera robi się coraz goretsza za sprawa rosnącego napiecia, ze już niewiele ponad 2h pozostaja do rozpoczęcia koncertu!Jest to jednoczesnie moment kiedy opuszczam na niecala godzine okolice Hali Stulecia i ide pod jeden z najdziwniejszych wymysłów architektonicznych jakim jest budynek C13 Politechniki Wroclawskiej, w okolicach ktorej poleciłem zaparkowac samochod Rodzicom, którzy także przyjechali na koncert. Po krotkiej, dla mnie bardzo sentymentalnej wizycie w klubie studenckim Tawerna docieramy pare minut po 19 pod Hale Stulecia. Już z daleka dostrzegam usmiechnieta twarz machającego do mnie radosnie Mr Jasinskiego (Andrzeja). Wspaniale widziec się ponownie po dłuższym, czy tez krótszym czasie. Wspaniale zona i corka Andrzeja, Wojtek Raingod z Asia, Mikolaj, Bartek czyli kuba1313, Szpilka, Jozek o ile dobrze tez pamiętam. Nie sposób wszystkich wymienic ani zapamiętać w którym momencie witalismy się w piątek. Jednak również nie sposób zapomniec uczucia rodosci na widok wszystkich znajomych jak również nowych twarzy osob, których nie miałem przyjemności wczesniej poznac albo które być może po raz pierwszy zdecydowaly się do nas dołączyć. Godzina rozpoczęcia koncertu zbliżała się wielkimi krokami. Nie pozostawalo nic innego jak w koncu udac się w kierunku do wejścia. Tym razem zrezygnowałem z niezawodnej metody przemycania aparatu, wierzac zapewnieniom wyglaszanym przez megafon przed otwarciem bram, ze mój aparat zostanie sklasyfikowany jako nieprofesjonalny. Chwile pozniej jesteśmy już w Hali Stulecia. Tutaj po raz pierwszy spotykam Ptysie z jej Mama. Witam się serdecznie z Ptysia majac jeszcze caly czas w pamieci jej gościnność i opieke przed 3 tygodniami w Krakowie. Porownanie (chociaż z daleka) widoku koszulek za 100zl wystawionych w holu hali z ta która mam na sobie zniecheca mnie do większego zainteresowania koncertowymi pamiątkami (chociaż od Pablosana slyszalem ze warto chociażby ze względu na program). Wychodze jednak z tego samego zalozenia co zawsze, ze najwieksza pamiatka dla mnie będzie zdjecie o ile oczywiście uda się zrobic jakies sensowne, które będzie się nadawalo do powiekszenia i powieszenia na scianie. Jeszcze tylko pare krokow i wchodze na plyte Hali Stulecia. W drodze do swojego miejsca wpadam na Anroma, chwile pozniej pojawia się człowiek chakarateryzujacy sie uczestnictwem w największej liczbie koncertow MK w tym roku, ujmującym sposobem bycia i nieznikającym z twarzy uśmiechem. Chyba nie jest już koniecznie pisac kogo mam na mysli. Dla wszystkich którzy maja jeszcze wątpliwości, albo nie mieli przyjemności jeszcze poznac. Tak Moi Drodzy – chodzi o Mirka. Ostatnie ustalenia – po „telegraphie”- tak jak w RAH, jesteśmy umowieni!! Zajmuje swoje miejsce: A2 rzad16 miejsce 35. Kolo mnie małżeństwo kolo 50-tki. Nie zdążyłem dobrze usiąść jak z ust pana kolo mnie pada pytanie: „skad wy macie te koszulki?” No i coz… Po raz ”n-ty” tego wieczoru opowiadam historie raingodowej koszulki. Wybija 20. 3 może 4 minuty pozniej na scene wchodzi Mark Knopfler ze swoim zespolem. Chyba nie miałem nigdy okazji o tym napisac, ale bardzo doceniam takie zachowanie ze strony zespolu, z wielkim szacunkiem dla publiczności, bez sztucznego gwiazdorstwa, które nakazywaloby, ze wielkiej gwiezdzie wrecz wypada się spóźnić się na scene. Przede mna małżeństwo. Facet min.190cm, kobieta duzo nizsza za to z tak bujna fryzura, ze musialem troche popracowac nad pozycja, która umożliwiałaby ogladanie MK i zespolu bez przeszkod. Rozbrzmiewaja pierwsze dzwieki „Border Reiver” – Wspaniale!!, to znowu wszystko się dzieje i po raz kolejny wyglada na to ze to nie sen! Ale zaraz, zaraz. Cos jest chyba nie tak. Mój sluch z pewnością nie jest wybitny, ale byłem już w zyciu na kilku koncertach i mogę przynajmniej postarac się pokusic o porównanie z innymi jeśli idzie o dźwięk i nagłośnienie. Przynajmniej do polowy STP miałem nieodparte wrazenie, jakby poza murami Hali Stulecia odbywal się konkurencyjny koncert. Echo dawalo znac o sobie, ale z czasem przystalo to mieć jakiekolwiek znaczenie. W Polsce, w ukochanym Wroclawiu z Rodzicami i wspaniałymi przyjaciółmi z Forum mogę rozkoszowac się dzwiekami najpiękniejszej dla mnie muzyki. Probuje zrobic jakies fotki jednak brak specjalnych umiejętności, nie najwyższej jakości aparat i co by nie mowic trudne warunki sprawiaja ze może zaczynam się martwic czy aby na pewno uda mi się zachowac jakies fajne pamiątkowe zdjecie z tego koncertu. Niewazne. Jest pieknie. O echu już prawie zapomniałem. Bodajze po „Prairie Wedding” siedzący kolo mnie pan mowi: „teraz pewnie czas na Brothers In Arms”. Mowie mu ze nie, ze na pewno nie teraz. Najwiekszy przeboj jako 5-ty czy 6-ty utwor? To niemożliwe! Zaczyna się Romeo i Julia. Przypomina mi się jak bardzo siedzący tam troche wyzej Tata lubi ta piosenke i uswiadamiam sobie jak jestem szczesliwy ze jest tu tez razem ze mna. To przeciez dzieki niemu poznałem Dire Straits i w konsekwencji jestem już na 4 koncercie MK. Zdjecia nadal nie wychodza tak jak należy (wszystko rozmazane czyt.”poruszone” ale jest pieknie. W miare upływu czasu publiczność coraz bardziej żywiołowo reaguje na kolejne utwory. Na szczegolna uwage zasługują wedlug mnie fenomenalne zakończenia „Marbletown” i „Speedway At Nazareth”. W wiekszosci wypowiedzi z tego co pamiętam pojawiaja się te dwa utwory, ale co zrobic. Po prostu tak jest, wiec trudno się dziwic, ze ludzie o tym pisza. Wykonania koncertowe tych utworow sa kapitalne!! Bez względu na to, który raz słyszane i jak nie zostalyby zagrane to R&J i SoS zawsze działają na mnie niesamowicie pozytywnie i daja tyle radości, ze trudno znaleźć slowa żeby opisac emocje, które mi wtedy towarzysza. Po Sułtanach Swingu siedzący obok mnie pan odzywa się znowu: „To co, teraz chyba Why Worry”. Odpowiadam ze nie. „W takim razie co”? Nie chce Panu mowic żeby nie zepsuc przyjemności, niech to będzie niespodzianka, za pare sekund się Pan dowie. Jednak nalegal, wiec powiedziałem, ze „Done with Bonaparte”. Po zakończonym „Done with Bonapart” pada kolejne, ostatnie już pytanie. „Ty, a skad ty niby to wszystko wiesz”? Odpowiedz prosta. Po prostu byłem już w tym roku na koncercie. Dobiega mnie delikatny dźwięk fletu, rozpoczyna się „Telegraph Road”. Jak dla mnie jeden z najwybitniejszych utworow w calym dorobku i DS i MK solo. Cos wspaniałego. Utwor który 20 lat temu wydawal mi się zbyt dlugi, nudny i pozbawiony takiej energii jak wykonanie Sułtanów Swingu z Alchemii, a dzisiaj jest przeze mnie wrecz uwielbiany. Publicznosc chyba podobnie jak ja zostala wprowadzona w ekstaze, głośnymi brawami nagradzając zespol za kolejne tego wieczoru przepiekne wykonanie. Pomimo, ze również dalem poniesc się pieknym dźwiękom TR nie zapomniałem o naszych przedkoncertowych ustaleniach. Nastepuje przelomowy moment calego koncertu, jedna z najpiękniejszych o ile nie najpiekniejsza chwila w moim zyciu, z ktorej z pewnością nigdy nie zapomne. Obserwuje siedzącego 3 rzedy z przodu po prawej stronie Macka. W jednej chwili MACSA zrywa się z miejsca i pochylony niczym żołnierz przedostający sie z jednego okopu do drugiego pod ostrzalem wroga biegnie w kierunku sceny. Ruszylem biegiem zaraz za nim. Po paru sekundach stoje już zaraz kolo Macka, oparty niemalze o brzeg sceny. Z prawej strony Mirek. Kolo nas i za nami w sekundzie pojawia się coraz wiecej znajomych i nieznajomych twarzy. Podnosze wzrok… i nie wierze wlasnym oczom. Nie w przenosni, ale dosłownie mam Marka Knopflera na wyciagniecie reki. Nie wiem, jakies 1,5 maksymalnie 2m!!! Nie było czasu żeby przekonawac czy to wszystko dzieje się naprawde, bo MK siada i rozbrzmiewaja pierwsze dzwieki „Brothers In Arms”. Łzy wzruszenia napływają do oczu. Nic innego nie ma w tym momencie znaczenia. Kompletnie. Nie ma trosk, zmartwien, wczoraj, jutro. Jest tylko tu i teraz i jest bajecznie. Nie ma znaczenia, ze wokal jest prawie niesłyszalny. Tak jak chyba w jednej z wcześniejszych wypowiedzi trafnie opisal ta sytuacje KLIMAT. Stalismy wpatrzeni w naszego idola jak w boga. Niezastapiony Mirek uzycza mi swojego ramienia jako statywu. Po raz pierwszy w zyciu robie zdjęcia na koncercie bez zoomu i po raz pierwszy tego wieczoru zaczynaja wychodzic tak jak bym to sobie wymarzyl a nawet lepiej, bo w najśmielszych marzeniach nie przypuszczalbym ze podczas koncertu znajde się tak blisko sceny. Niech ta chwila trwa, trwa i jeszcze raz trwa. Niech nigdy się nie konczy. Jak to w zyciu bywa. Ta chwila potrwala jeszcze przez „So far awal” z uroczo wyspiewanym Wrocławiem w tekscie i przez przepiekne zwieńczające koncert „Piper to the end”. Zespoł zszedł ze sceny, a ja stalem tam jak zaczarowany i do tej chwili ten czar nie minal. Wcale nie chce żeby mijal. Wydaje mi ze wszyscy stojacy z nami pod scena maja podobne jeśli nie te same uczucia. Obowiazkowe pamiątkowe zdjęcia i radosc, ogromna radosc na twarzach wszystkich osob. Bezcenne, cos wspaniałego. Pierwsze pozegnania z tymi , którzy z roznych powodow nie mogli niestety uczestniczyc w after party w Przekrecie. Pierwsze gorace komentarze, ale przede wszystkim slowa zachwytu nad tym co zakończyło się zaledwie kilkanaście minut temu. Wyruszam z Rodzicami w droge do zaparkowanego pod Politechnika samochodu. Jestem szczesliwy słysząc ze u nich „na gorze” wszystko było słychać idealnie (sektor A4). Przylaczam się do podążającej w strone Przekretu calej naszej grupie. Pare minut pozniej jesteśmy już w srodku. Slowa uznania dla „Wrocławskiego Zarzadu knopfler.pl” z Mackiem na czele, ktorego co prawda nie jestem już aktywny członkiem, ale w sercu i pamieci zawsze gdzies po cichu nim pozostane, za znalezienie chyba jedynego slusznego miejsca na nasze after party i rezerwacje sali, która nas wszystkich pomieściła. Cenie sobie niezwykle kazda mila rozmowe, gest i uśmiech wymienione z każdym Was podczas pokoncertowego spotkania. Nie spotkalem jeszcze zadnej innej grupy fanow, która stanowiliby tak sympatyczni i życzliwi ludzie, tak dobrze zorganizowani, z tak ogromna wiedza na temat muzyki DS./MK, zaangażowani w rozwoj naszego Fanklubu i tak bardzo kochajacy muzyke Marka Knopflera oraz jego samego (jak można było usłyszeć w czasie koncertu). Bezcennym jest dla mnie ile razy w rozmowie z Gasperem mogliśmy powtarzac jak szczesliwi się teraz czujemy, dzieki tym 2 niezapomnianym godzinom spedzonym w Hali Stulecia. Ciesze się ze moglem na wlasne oczy podziwiac bartkowego pendrive`a – zgadzam się – pamiatka rewelacyjna. Do Szpilki z cala pewnością wysle PM jak tylko znajde ogłoszenie o turnieju w pilkarzyki. Byłem wzruszony bardzo serdecznym powitaniem mnie przez KLIMATA i Darka darco. Bardzo milo było poznac jedna z ikon Forum i niekwestowanego lidera w ilości napisanych postow – Robsona. Z podziwem obserwowałem z jaka pasja opowiada na temat muzyki. Ciesze się ze pierwsze metry drogi do domu (cala długość Mostu Grunwaldzkiego) moglem przemierzyc w towarzystwie Piotrec`a i Tatiany. Taki to już klopot przy podziękowaniach ze z obawy przed tym żeby kogos nie pominąć może jednak bezpieczniej jest nie robic tego wymieniając poszczególne osoby. Dlatego chce żebyś wiedział i wiedziała, ze to wlasnie Tobie i Tobie tez bardzo ale to bardzo dziekuje za wspaniala atmosfere 02.07.2010 zarówno w czasie koncertu jak i podczas after party, która jest naszych wspolnym, wielkim sukcesem. Epilog Przekret opuściłem ok. 3 w nocy/nad ranem (jak kto woli). Odprowadzony przez Piotrec`a i Tatiane do konca Mostu Grunwaldzkiego odbilem nastepnie w kierunku rynku w „celach gastronomicznych”. Zrobili mnie chyba w balona jeśli Idze o skladniki kebabu,ale to nie mialo większego znaczenia bo glod dawal znac o sobie niemiłosiernie. Zreszta sprzedając kebab o 3:30 nad ranem na rynku sprzedajacy wychodza pewnie z zalozenia ze kupujący sa tak mocno nawaleni ze nie maja pojecia co zamawiaja i co jedza. Swoja droga nie bardzo się myla bo obserwowałem dzisiatki szukających drogi do domu „niedobitkow”. Rozczarowanie wieksze niż z pomylonymi skladnikami kebaba spotkalo mnie na Placu Jana Pawla 2 (dawniej 1-go maja). Otoz ostatni nocny autobus odjechal 15min temu a pierwszy dzienny który dowiezie mnie do mieszkania będzie dopiero za 1h15min. Majac do wyboru isc do domu na piechote lub sterczec na przystanku przez ponad godzine bedac zabawianym przez obecnych tam potencjalnych podróżnych i zarzucany pytaniami o papierosa, 50gr itp. zdecydowałem się na pierwszy wariant. Tym samym wyruszyłem w dalsza (licząc od Hali Stulecia lacznie ponad 10km) czesc drogi do domu. Sil dodawaly mi zywe ciagle emocje oraz świadomość ze ta sama droga dzisiaj dwukrotnie przejeżdżał Mark Knopfler ze swoim zespolem w drodze z i na lotnisko. Do mieszkania wszedłem 5:15, chwile pozniej zapadlem w gleboki, piekny sen. Bisy wcale się jeszcze nie skończyły. Trwaja i będą trwaly, a entuzjazm wymalowany na twarzach oczarowanych podobnie jak ja, stojacych kolo mnie fanow nigdy z nich nie zniknie. Jeszcze się nie obudziłem. I niech tak pozostanie. W.
05.07.2010, 16:45
Przepiękny koncert !!! Przesłuchałem nagrania... ciarki przechodzą po plecach... Teraz to żałuję że nie mogło mnie tam być...
Pozostaje cicha nadzieje że po wydaniu nowej płytki Mark i reszta odwiedzi jeszcze nasz kraj. Ta muzyka za bardzo uzależnia ! Pozdro !
05.07.2010, 16:46
Wacek ale dołożyłeś ,i co teraz?
05.07.2010, 17:02
Wacku !
kapcie z nóg mi spadły a czapkę z głowy sciągnąłem sam przepięknie to opisałeś - szczegolnie pięknie piszesz o swoich rodzicach ![]() p.s. a Wiecie, że SuperNiania też słucha Marka i była na koncercie ?
05.07.2010, 17:31
Blisko mnie siedział Sikorowski
05.07.2010, 17:49
Aldi napisał(a):Blisko mnie siedział Sikorowski a obok mnie siedział Igor23 - to jeszcze ważniejsza persona!!!
05.07.2010, 18:26
Wacek, ja nie słyszałem aby w So far away śpiewał wrocław - fajnie, że to wyłapałeś. Dokładniej to w którym momencie? słuchając nagrania podejrzewam, że tu: Here I am again in this (wrocław) town. dobrze myślę?
pozdrawiam
05.07.2010, 18:27
ania napisał(a):aaadam czekam na zdjęcia z niepowtarzalnymi ujęciami będą, będą
05.07.2010, 18:32
communique napisał(a):Wacek, ja nie słyszałem aby w So far away śpiewał wrocław - fajnie, że to wyłapałeś. Dokładniej to w którym momencie? słuchając nagrania podejrzewam, że tu: Here I am again in this (wrocław) town. dobrze myślę? w tym momencie co zawsze ; Jedynie dodam, że nazwę miasta Knopfler czytał za kartki, stałem na tyle blisko, że widać było jak śpiewając ten fragment patrzy na kartkę, która leżała obok piwa na tym śmiesznym stoliczku przy krzesełku
05.07.2010, 18:33
Wacek nie pamiętam kiedy ostatnio na tak dlugo zatrzymałem się na jednej stronie knopfler pl Czuję autentyczne szczere emocje> Piięknie> Naprawdę pięknie> W piątkowy wieczór po raz kolejny przekonałem się że to nie jest muzyka na chwilę tylko na zawsze> Wychodziłem z Hali Stulecia szczęśliwy i już za chwilkę trzymałem cały koncert w niewielkim białym pudełeczku. Choć zawsze psioczyłem na szczątkowe koncertowe prezenty od MK tym razem odczuwałem pełną satysfakcje. Mam koncert na którym byłem na którym krzyczę i klaszczę. Czyż to nie piekne?
Mniejsza o okładke i zapach szaty graficznej
Something's going to happen
To make your whole life better Your whole life better one day
05.07.2010, 19:25
communique napisał(a):Wacek, ja nie słyszałem aby w So far away śpiewał wrocław - fajnie, że to wyłapałeś. Dokładniej to w którym momencie? słuchając nagrania podejrzewam, że tu: Here I am again in this (wrocław) town. dobrze myślę? aaadam napisał(a):w tym momencie co zawsze ; Jedynie dodam, że nazwę miasta Knopfler czytał za kartki, stałem na tyle blisko, że widać było jak śpiewając ten fragment patrzy na kartkę, która leżała obok piwa na tym śmiesznym stoliczku przy krzesełku Communique bylo wlasnie tak jak napisal aaadam. Stojac pod sama scena wokal byl ledwo slyszalny, ale Knopfler czesto (a moze nawet zawsze) wymienia w pierwszych slowach tekstu nazwe miasta w ktorym gra. Bylem ciekaw czy we Wroclawiu bedzie tak samo. To co zaspiewal zabrzmialo dla mnie wlasnie jak niewyrazne "Wroclaw". Spojrzenia na kartke o ktorym pisze aaadam nie wylapalem. W linku ktory podawal na poczatku tematu faf123 o ile dobrze pamietam Guy Fletcher pisal o tym ze nawet nie probowal podejmowac prob prawidlowego wymowienia nazwy miasta "Wroclaw" Mozliwe zatem ze MK faktycznie mial zapisana na kartce fonetycznie wymowe i zrobil co mogl zebysmy mogli cieszyc sie tak samo jak fani w innych miastach na calych swiecie. Wydaje mi sie ze jakby nie zabrzmialo Wroclaw w ustach Knopflera zawsze to lepsze od wersji "Breslau" ktora pojawila sie na simfylive.com Ciesze sie aaadam ze tez uslyszales to samo co ja. Przez moment zaczalem sie zastanawiac czy faktycznie tak zaspiewal czy po prostu tylko ja bardzo chcialem to uslyszec. Communique postaraj sie wsluchac kilka razy w pierwsze slowa a na pewno wylapiesz ![]() pozdrawiam
05.07.2010, 19:43
po wsłuchaniu stwierdzam, że rzeczywiście siedzi coś tam na kształt wrocławia - może prędzej Wroclove ale jest i to się liczy!
i ważne, że nie Breslau. |
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Po Koncercie We Wrocławiu - Zdjęcia, Filmy Itp. | kuba1313 | 115 | 157,378 |
25.06.2011, 21:01 Ostatni post: Ania_M |
|
| Mark Knopfler we Wrocławiu!!! | Robson | 278 | 298,019 |
02.07.2010, 16:32 Ostatni post: communique |
|
| Lista obecności Wrocław -Zlot po koncercie! | HOWARD | 57 | 82,486 |
01.07.2010, 18:54 Ostatni post: Ania_M |
|
| Zdjęcia na koncercie | Suchar | 1 | 11,086 |
01.07.2010, 10:58 Ostatni post: planar |
|