24.11.2011, 19:29
Do Berlina daleko ale piszę o wszystkim co pamiętam bo wszystko zostawiło w głowie coś bardzo dobrego...
|
I po koncercie w Berlinie :)
|
|
24.11.2011, 19:29
Do Berlina daleko ale piszę o wszystkim co pamiętam bo wszystko zostawiło w głowie coś bardzo dobrego...
24.11.2011, 19:39
Ciąg dalszy rozmów i poznawania się w pokoju...
ja, Pablo, Kaśka, Raingod, Asia i Jambo.. na stole telefon Raingoda, w tle sączy się markowa muza... rozmowy, rozmowy, rozmowy, o wszystkim jestem już bardzo zmeczona ( widzę że Pablo też ), więcej słucham niż się udzielam.Jambo mówi: "nooo, druga godzina mija a retro jeszcze nic nie powiedziała..." Ale faktycznie nie mam już za bardzo sił produkować, nastawiam sie na bierny odbiór bodźców.siedzę koło Kaśki która użycza mi rąbka kołdry, bo zimno czuję atomsferę święta, wiemy wszyscy że jutro bardzo specjalny dzień, oczekiwanie na najważniejsze wprost wisi w powietrzu.. Mimo zmęczenia chyba trochę trudno się rozstać. w końcu jednak trzeba. Wracam do swojego pokoju, nie mogę spać, ilość wrażeń już przekroczyła lekko punkt krytyczny, nie mam pojęcia jak udźwignę resztę... zasypiam w końcu uspokojona tym że Jambo obiecał obudzić w razie czego. wierzę już że tu jestem, ale przede mną wielka niewiadoma, i to Najwazniejsze Spotkanie, które wydaje mi się nadal zbyt piękne aby było prawdziwe.. w ostatnich podrygach świadomości rejestruję jeszcze tylko że w pokoju jest cholernie zimno... wiem, że za kilka godzin wyruszymy.... i wiem że muszę zasnąć, żeby być w miarę w formie... udaje się. cdn.
24.11.2011, 21:22
Sobota.
Rano budzi mnie telefon od ciketta. Wie że jestem na wyjeździe, że mam jechać do Berlina, i pilnuje zebym nie zaspała, chociaż sam może sobie jeszcze pospać. Wstaję. Po 10 minutach dzwoni Jambo: " Jak tam? Nie zaspałaś przypadkiem?" Nie zaspałam. Zbieram się ekspresem, bo wszyscy już na śniadaniu. Czuję się bardzo uroczyście. Czuję też że emocje znowu się budzą, a to dopiero początek przecież.. Schodzę na dół na szybkie śniadanie. Znana ekipa w zasadzie już je kończy. Dowiaduję się że reszta też już dojechała. W holu mijam jakąś duża grupę roześmianych, szczęśliwych osób, z kórymi wita się Jambo... Jeszcze nie mam pojęcia kto jest kto. Po śniadaniu krótki skok na górę, do pokoju. W korytarzu krótka, rzeczowa instrukcja od Pablo: co zabrać, co zostawić. Zabieram co trzeba, schodzę na dół. za chwilę po raz pierwszy spotkam się z Robsonem - cudem odnalezionym na forum mentalnym bratem - bliźniakiem, z którym tak dobrze mi się gawędziło w postach....
24.11.2011, 21:31
W holu na dole pełna mobilizacja. Gwar i tłum. Jest już Andrzej. Wszyscy gotowi by wyruszyć.
Wychodzimy z hotelu. Już wiem który to Robson. Lekki szok: spodziewałam się kogoś bardziej zaawansowanego wiekiem. Pierwsza krótka rozmowa w drodze do kantoru, obok idzie Kaśka. Robson mówi mi że w istocie często zgadzał się z tym co pisałam, co odbieram jak duży komplement. W kantorze załatwiamy co trzeba, i rozpoczyna się marsz przez most nad Odrą, przez Frankfurt, na dworzec. Doczepiam się instynktownie do Kaśki, Pabla i Jambo, Chłopaki opowiadaja mi ciekawe rzeczy, o swoich poprzednich koncertach. Staram się nie zamęczać pytaniami. Poznaję historię Jambo i jego koncertu w Londynie. Spacer trwa dość długo, pogoda jak na te porę roku- niesamowita. w końcu docieramy na dworzec. kupno biletów, chwila czekania na dworcowym holu. Pytam się czy ktoś ma słuchawki i trochę muzyki Marka do posłuchania. W chwilach takiego dziwnego niepokoju zawsze mi pomaga. Żałuję że nie zabrałam mp3, ale przecież to głupie: za parę godzin mam Go usłyszeć na żywo.. Siłą woli opanowywuję narkotyczny głód. Uśmiechnięte twarze robią swoje. Jest ok.
24.11.2011, 21:41
Godzinę w pociągu przeznaczam na krótką drzemkę. Mam zamkniete oczy, ale słyszę gwar i rozmowy. Wszędzie fluidy szczęścia i zadowolenia.
Kiedy dojeżdżamy do Berlina, mijamy halę O2 World. Na parkingu widać ogromne ciężarówki. Ktoś mówi: " Chłopaki już są....". Czuje się jak po rekach przebiegają mi ciarki. Jedziemy dalej, chociaż to jest nasze miejsce przeznaczenia... Na dworcu czeka na nas Gaspar. Andrzej przedstawia wszystkich po kolei. Na zewnątrz oślepiające słońce. Wiosna w sercu, wiosna w pogodzie.. Jest idealnie. Idziemy na spacer po Berlinie. Cała grupa z zaufaniem wędruje za Gasparem. Tyle wrażeń, że nie ma czasu mysleć, można tylko patrzeć, słuchać, odbierać, sycić się. Relaks, spokój, radość, uśmiechy, życzliwość.... Nasz mały berliński raj. cdn.
24.11.2011, 22:02
Nie ma cudów...
zbliża się 16.00 Niewyspanie, emocje, oczekiwanie, no i fakt że od sniadania nic nie jedliśmy... na szczęście pada hasło że idziemy na obiad na punkcie widokowym walczę z nagłym bólem głowy, czuję że brakuje mi sił... Andrzej mówi że trzeba przyspieszyć tempo bo robi się późno. Galeria handlowa, następny przystanek. Nie do końca smaczna pizza w bardzo smacznym towarzystwie. Grupa rozprasza się po uprzednim haśle że zbiórka o tej i o tej, tu i tu. Jest dużo lepiej. Wiem że za chwilę rozpocznie się ostatni etap drogi do Raju Właściwego. I tak jest, teraz już wszystko nabiera tempa, żelazna konsekwencja zdarzeń. Metro, krótki postój na małe zakupy. Robson znika. Znajdzie się trochę później.... Jeszcze nie wie, że przeżyje jeden z najgorszych momentów w swoim zyciu.... Jeszcze nikt tego nie wie....
24.11.2011, 22:21
O tak, pamiętam ten moment - zrobiło się nagle bardzo gorąco... Przepraszam Cię Robert za to bardzo.
„ten sławny koncert DS z Bazylei” … „zdarlem te tasme do czarno-bialosci....”
..Ostatni odcinek drogi pokonujemy na pieszo. Jest ciepły, piekny, jesienny wieczór...
Idę obok Kasi, ona nawet nie wie ile wdzieczności się we mnie przelewa za to że sprawiła że moge tu być. Spokój, który skończy się za chwilę, dosłownie za parę minut.. Bo kiedy podchodzimy pod halę, fala emocji zaczyna szarpać mnie na nowo od środka. Dociera do mnie że On gdzieś tu jest, że dotarłam w to samo miejsce co Mark. Pierwszy ucisk w gardle.. Zaczyna się rozdawanie biletów... ( Robsona nie ma....) Mam, trzymam w rekach mój ticket to heaven. To nie ja wymysliłam, to Jambo powiedzial że to ticket to heaven.. Seria zdjęć, potem krótka próba generalna kto koło kogo będzie siedział.. Wiem że po lewej będę miała Wacka, Tomka i Karolinę.. Po prawej- jeszcze nie wiem. Chłopacy szaleją z biletami, robią zdjęcia resztę trzeba sprzedać... Karolina podejmuje się roli konika. 3 bilety wolne. Są chętni. Robsona nie ma.
24.11.2011, 22:35
Tej historii nie znam dokładnie, bo kiedy rozgrywal się dramat z biletami, ja byłam już w środku.
Przy wejściu - macanki.. Muszę wyrzucić do kosza butelkę z wodą, w kieszeni coś podejrzanego.. Pani każe wyjąć. Błyszczyk do ust. Usmiecha się. "OK". jest jeszcze dużo czasu do koncertu. Siedzimy w wielkim holu ja, Andrzej, Kasia, Pablo Andrzej opowiada w międzyczasie dociera do nas wiadomość o Robim jakoś się wszystkim głupio robi, wstyd.. mi też. katastrofa zażegnana, na szczęście... oczekiwanie aż boli Pablo narzeka że nie ma programu Marka krytykujemy koszulki na stoisku: Raingodowe sto razy lepsze! no i te ceny.... mam ochotę wjechać schodami na górę, ale jeszcze odwlekam ten moment... wiem że czas działa na naszą korzyść....
Zaczyna się..
Wjeżdżamy na górę schodami, poszukiwania wejścia na sektor.. tlum ludzi gęstnieje wchodzimy na halę, szok znajduję swoje miejsce, perspektywa jaką mam przed sobą na krótką chwile wywraca mi żołądek na drugą stronę... scena daleko. Słyszę głosy: tak daleko jeszcze nie siedziałem... ja w ogóle nie siedziałam jeszcze nigdy, ani blisko, ani daleko... nie czas na żal do losu....
24.11.2011, 22:44
cześć Maciek
![]() zaraz będzie o Tobie
wszyscy zajmują miejsca
wyjasnia się zagadka mojej prawej strony to Andrzej wielka rzecz! ![]() i pomyśleć że to on mnie kurtuazyjnie przeprasza że będę musiala znosić jego towarzystwo... matko boska - myślę... - matko boska... co ty Andrzej gadasz..! ![]() zaraz za Andrzejem - Macsa po lewej Wacek, Tomek z Karoliną przede mną w dole Kasia i Jambo dwa rzędy nad nami Robson "Czuje się trochę odrzucony" - żartuje z góry uśmiechy, ale i szmerek niepokoju w sumieniu szkoda że nie siedzi z nami
na scenę wchodzi Mark z zespołem
nie wierzę Maciek pożycza mi lornetkę przyciskam spazmatycznie do oczu.. Mark pierwsze dźwieki, i kończa się resztki mojej kontroli.... nie ma odwrotu palą mnie policzki, burza emocji, uczuć, wdzieczności, wszystko wali się na mnie w jednej sekundzie znajome melodie, wersy znane na pamięć. i Jego obecność, tuz przede mną daleko, bo daleko, ale przecież jest kręce się, wiercę się Tomek raz po raz podaje mi lornetkę zebym mogła popatrzeć Wacek cierpliwie przekazuje ją do moich rąk, i znów do tomkowych... i tak kilka razy... wiecie co to znaczy jak ktoś sam z własnej nieprzymuszonej woli wciska wam lornetkę do ręki..? przedmiot który dla niego samego w tej samej chwili jest ogromnie ważny...? nie muszę prosić otrzymuję dawkę niesamowitej, bezinteresownej życzliwości jak w rodzinie " chcesz?" "pewnie!" dzieki, Tomek dzieki, Karolina
Nie będę pisać o poszczególnych kawałkach...
to mnie totalnie przerasta koncert zlewa mi się w jedną całość morze przeżyć i przyjemności, skrajnych emocji i wzruszeń rycze jak głupia, trochę mi wstyd, ale nie umiem tego zupełnie skontrolować kończy się jeden kawałek, zaczyna się drugi, nie mam spokoju.... niech to, kurcze, trwa i nigdy sie nie kończy... jeszcze bis.. czemu tak krótko..... ktoś mówi z uznaniem : no, jednak całe 70 minut... Marek zszedł już ze sceny, a ja nadal zaryczana... powietrze przepełnione wibracjami gitary i jedynym glosem na świecie... już go nie ma, już zszedł, - a przecież czuję, że został na zawsze.... cdn.
24.11.2011, 23:12
Dwa razy miałem łzy w oczach tego wieczoru - pod koniec Speedwaya po raz pierwszy, po raz drugi jak zobaczyłem Anię wycierającą chusteczką oczy...
24.11.2011, 23:17
jest już po koncercie..
nie bardzo mogę dojść do siebie wszyscy poruszeni, pierwsze zdania, pierwsze rozmowy Robson schodzi do nas na doł, zadumany opiera sie o barierkę: "Kurcze, nie wiem jak on to robi.." nie bardzo wiem co ze sobą teraz zrobić i własnie wtedy napotykam na wzrok Maćka widzę coś czego nie widzi sie na codzień widzę w jego oczach cień zakłopotania, uśmiecha się, wie że to bardzo osobista dla mnie chwila i ciężko ją przeżywać tak publicznie... mówi do mnie dokładnie dwa zdania, może trzy prostota słów, krótki jasny przekaz, potęga mocy widzę totalną akceptację w jego oczach, sprawia że czuję że wszystko jest w porządku, że mogę się wzruszać i to jest ok... momentalnie uznaję go za mojego osobistego ojca chrzestnego on tego nie wie, ale już wie ![]() dzięki, Maćku
24.11.2011, 23:21
Piękny,chrzest
![]() Piękny,powrót-a,to,już,4,tygodnie. |
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Rockpalast - jestem pod wrażeniem po 15 latach | fakungio | 34 | 55,504 |
25.03.2009, 11:50 Ostatni post: seska |
|
| Dzi Mark W Berlinie | Robson | 163 | 192,828 |
13.10.2007, 20:02 Ostatni post: pablosan |
|
| Po Jakimś Czasie, Czy Napewno The Best? | anrom | 25 | 46,032 |
07.07.2005, 21:40 Ostatni post: Eowyn |
|
| 27 lat po Live Aid | Raingod | 0 | 9,023 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
|